poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Get ready with me #wakacje




Z racji tego, że sama uwielbiam czytać posty z serii GRWM, postanowiłam również podzielić się z Wami swoim porankiem. Dzisiaj mam więcej czasu dla siebie, więc miałam okazję to jeszcze udokumentować. Pokażę Wam co jest dla mnie ważne po przebudzeniu, jakie nawyki przejęłam po innych bloggerach i na co zwracam uwagę podczas wakacji. Zaczynamy! :)




No cóż.. Pora wstawać. Budzik zawsze jest nastawiony na godzinę 9:00, co bym nie przespała całych wakacji.. Niestety ilekroć ten budzik zadzwoni, tyle wyłączam go i idę spać z powrotem, czego później nawet nie pamiętam.. Zwykle kończy się to pretensjami do całego świata, że nikt mnie nie raczył obudzić. :)
Z niemal zamkniętymi jeszcze oczyma schodzę na parter i robię sobie szybkie, łatwe i pożywne śniadanie.




Najczęściej jest to serek wiejski i wieloziarnista bułeczka z Bierdonki. Serek dostarcza organizmowi odpowiednią ilość białka, wapnia i innych zdrowych dupereli a bułeczka dopełnia śniadanko i pomaga zdrowo i solidnie zacząć dzień. Do tego koniecznie herbata. Koniecznie w dużym, moim, ulubionym kubku, który kupiłam w Krakowie. Można na nim zauważyć nazwy (szkoda tylko, że po angielsku) wszystkich zabytków i atrakcji Krakowa, za co też to miasto tak kocham. <3 Ta pamiątka przypomina mi o pięknych chwilach tam spędzonych i o tym, że jeszcze nie raz tam wrócę, a niedługo już zamieszkam na stałe. :D

Po śniadaniu biorę prysznic. Zawsze myję moje włosy rano. Nie lubię robić tego wieczorem, bo od poduszki brzydko się układają i później nie mogę tego ogarnąć w żaden możliwy sposób.




Gdy mam dzień wolny i wiem, że nigdzie raczej nie wyjdę, pozwalam moim włoskom wyschnąć samodzielnie. Nakładam jedynie na nie odżywkę w mgiełce, która je ujarzmia i odżywia. Jest to dwufazowe połączenie olejku arganowego z jedwabiem i innymi różnościami, które działają ekstra. Włosy są po niej mięciutkie, błyszczące i wyglądają super-zdrowo. :)






Podczas wakacji staram się nie malować, wręcz stronię od makijażu. Jednak też nie przesadzam z pielęgnacją twarzy, nie zalewam jej maseczkami, kremami, preparatami, olejami, parówkami, ogórkami i innymi rzeczami, które mogę zjeść na śniadanie. Po przemyciu buzi wodą z mydłem, przemywam ją jeszcze zwykłym tonikiem kosmetycznym i nakładam krem nawilżający. Ta metoda u mnie sprawdza się ostatnimi czasy najlepiej, gdyż moja buzia nie jest czerwona, zaskórniki i ich ilość zmalała do minimum i już nie pamiętam, kiedy ostatnio wyskoczył mi na twarzy jakikolwiek wyprysk.





Dla osób ze skórą wrażliwą nie polecam tego kremu, ponieważ buzia często robi się po nim czerwona i piecze. Kilka miesięcy temu borykałam się z wypiekami na twarzy a ten krem jeszcze pogarszał sprawę. Kolejny jego minus, to tłusty film, który zostaje na buzi, ja zwykle zbieram go suchym wacikiem, dzięki czemu jest go minimalnie mniej i nie przeszkadza tak bardzo, a buzia nie oślepia blaskiem.

Ostatnio z powodu pewnej wybielającej pasty do zębów (o której opowiem w nieulubieńcach sierpnia), moje usta bardzo mocno się wysuszyły i popękały. Nadal czuję ból w kącikach, które były najbardziej pokrzywdzone. Dlatego też nawilżam je ile mogę, nie rozstaję się z różnego rodzaju pomadkami, np z tą z Neutrogeny, która bardzo mi pomaga.



Cud, miód i pyszny smak. 
Pomadka szybko koi ból spierzchniętych ust, regeneruje wręcz natychmiastowo, smakuje jak jakiś leśny owoc, którego nie jestem w stanie określić. Ale jest superowa. Polecam. Milena Gajewska. :)

Gdy już moja głowa dojdzie do ładu i składu zakładam kolczyki, bo bez nich czuję się, jakbym była nago. Kolczyki to moje zboczenie. Mam ich mnóstwo, co chwilę kupuję nowe, zawsze mam ich za mało. Ostatnio zakochałam się w moich nabytkach z Rossmanna, które nosze na zmianę.





Są mega wygodne w noszeniu, często zapominam, że w ogóle je mam. Mimo masywności, są leciutkie i nie ciągną za ucho. ;) Mają też swoje minusy. Gdy przytuliłam moją przyjaciółkę, śrubka przebiła mi skórę za uchem, krew się polała, ale na szczęście w szpitalu nie wylądowałam. :)

Dzisiaj jest w mojej miejscowości jakieś 20 stopni Celsjusza, więc nie ma co szaleć z wakacyjną stylówką. Jako zmarźluch stawiam na wygodne, ciepłe ubrania. :)





Szarą bluzkę z motywem małych aparatów i innych bździnek upolowałam w Mohito, za niecałe 30 zł. Ja łowca okazji! Jest z nieprześwitującej bawełny. Do tego na szybko doszły moje ulubione, znoszone i prawie dziurawe jeansy z H&M, które katuję od roku, a mimo tego trzymają się nieźle i mogę bez problemu wychodzić w nich do ludzi. Na koniec Jordany w moim ulubionym zestawieniu - czyli biały-szary-czarny. Jak możecie zauważyć, kocham zestawienie białego z szarością. :) 

I mogę wyjść w miasto! A raczej na wieś, bo nigdzie tak naprawdę się dzisiaj nie wybieram.. Może jakiś wieczorny spacer z pewnym przemiłym, mieszkającym niedaleko przystojniakiem...? 

Dajcie znać koniecznie czy spodobał Wam się post oraz czy chcielibyście czytać takich postów więcej. Wakacje dały mi mnóstwo pomysłów na nowe posty. :)
W kolejnym poście pokażę Wam, jak ubrać się za 10 zł. Zaobserwuj, by być na bieżąco. :)
A jak wygląda Twój poranek?


Pozdrawiam - MG :)






wtorek, 16 sierpnia 2016

"Proszę o kliki" - czyli na czym polega blogowanie




Zacznijmy od tego, że jestem tu nowa. Jestem ciekawa tego, jak piszą inni, o czym piszą i dlaczego. Czytam posty. Analizuję. Znalazłam tu mnóstwo ciekawych blogów, które obserwuję i czytam na bieżąco. Koleżanki, które mają już w tym doświadczenie poleciły mi grupy facebook'owe, na których mogę się promować razem z innymi blogger'ami. Słyszałam już wcześniej o współpracach ze sklepami internetowymi, które zalewają propozycjami, darmowymi ubraniami i innymi super-rzeczami. Fajnie. Mi się to podoba. Ktoś prowadzi naprawdę ciekawy blog, jest popularny, wpływowy, więc może promować jakieś tam coś tam. Tak przynajmniej wyglądało to w moich oczach.

Jestem w Technikum Organizacji Reklamy. Z zawodowych idzie mi całkiem nieźle. Myślę, że wiem o co chodzi, znam się na rzeczy. Odkąd prowadzę bloga jestem zalewana komentarzami, postami w grupach na FB i tak naprawdę wszystkim co jest możliwe i gdzie można napisać "PROSZĘ O KLIKI". Moja pierwsza reakcja na taki post/komentarz (już nie pamiętam) brzmiała: "Ale że po co??". Moje dotychczasowe wierzenia w pozytywną popularność poprzez prowadzenie bloga legły w gruzach. Facebook'owe grupy dla blogger'ów przepełnione są postami i komentarzami typu "proszę o kliki", "potrzebuję 100 kliknięć żeby dostać 20$ na zakupy na dresslink", "odwdzięczam się za kliknięcia".. Ciekawe w jaki sposób... ;>

O co tutaj tak naprawdę chodzi? O to, żeby jak ten żul pod sklepem, co prosi kierownika 5 złote, prosić o kliknięcia w link? Kurcze.. Moim zdaniem, jeśli ktoś nie jest w stanie uzbierać jakiejś tam ilości kliknięć w link, który zamieszcza na swoim blogu, to znaczy, że blog nie jest na tyle popularny, żeby cokolwiek reklamować. Zastanawia mnie fakt, ile czasu ta osoba spędza na komentowaniu na ślepo postów na blogach, dodawaniu postów na Facebook'u, komentowaniu później tych postów, potem jeszcze trzeba się przecież odwdzięczyć obserwacją. Zajmuje im to pewnie tyle czasu, co normalna praca, w której mogą sami zarobić na ubrania. Kojarzycie "Galerianki"? I nie, nie chodzi o to, że jedna z głownych bohaterek też ma na imię Milena (do dzisiaj jest mi wstyd). Chodzi o to, że one też ładnie prosiły o ciuszki. Potem ładnie się odwdzięczały. Tu przynajmniej rozmiary miały pasujące. Czy naprawdę to wszystko jest tak bardzo warte takiego zachodu?

Szukając blogów do poczytania, tracę do tego całą chęć po niecałych 20 minutach, ponieważ między prośbami o kliknięcia, na 100 postów znajdę 15/20 takich, które zapraszają na bloga. Zdrowa promocja jest tłamszona przez internetowych żuli. Tak. Nazywam rzeczy po imieniu. Żuli, którzy marzą o darmowych chińskich ciuszkach, które są warte 2 złote od sztuki.

Promocja nie polega na proszeniu o kliknięcia. Z własnego doświadczenia: zachęć czytelnika, aby odwiedził Twoją stronę, zaciekaw go tym co chcesz mu przekazać, co Cię interesuje, czym chcesz podzielić się z innymi. Blogowanie zmieniło się z dzielenia się z ludźmi swoim życiem, pasją i przemyśleniami w źródło "dochodów", którymi są te oto ubrania czy gadżety. Jednym słowem w śmietnisko.

Stawiam Wam teraz pytanie do dyskusji, ponieważ jestem bardzo ciekawa, jakich argumentów użyjecie, żeby obronić prosicieli, a może podzielicie moje zdanie...


Na czym polega blogowanie?


Pozdrawiam - MG :)




czwartek, 4 sierpnia 2016

Ulubieńcy i nieulubieńcy Lipca


Na wstępie chcę podziękować wszystkim po kolei i każdemu z osobna za tak ciepłe i miłe przyjęcie mnie do grona blogger'ów. Szczerze nie spodziewałam się po pierwszym poście tylu komentarzy i wyświetleń, tak naprawdę nie byłam pewna, czy w ogóle ktoś będzie chciał to czytać. Uwielbiam pisać opowiadania, więc takich postów jak ten będzie z pewnością więcej.
Budujecie człowiekowi ego. Serio. :D

O czym to ja...


No tak. Właśnie skończył się miesiąc i mimo tego, że to dopiero drugi post zawsze chciałam takie wrzucać. :D  Tak jak poprzedni post, nie będzie pisany na podstawie formułki, bo nigdzie takiej nie znalazłam. Będzie po mojemu.
Nie mam miejsca pierwszego ani w ogóle żadnego miejsca nie mam. Uważam, że każda z wymienionych tu rzeczy i sytuacji tak samo zasługuje na uwagę.

Ubrania


Seledynowy (zielony) top z H&M-u.


Jest to mój pierwszy top na ramiączkach i który odsłania plecy, gdyż od bardzo dawna borykałam się z problemem blizn potrądzikowych na plecach, dekolcie i ramionach i nie lubiłam ich odsłaniać. Po kilku zabiegach mikrodermabrazji korundowej i jednym tygodniu nad morzem blizny są prawie niewidoczne a ja wreszcie mogę odsłonić to i owo. Jest luźny, wykonany z solidnego materiału, który nie prześwituje, a to cenię sobie bardzo. Ja ogólnie mam rozmiar L/XL. Ten egzemplarz mam w rozmiarze M, chociaż szukałam nawet S, bo ramiączka są dość długie a sam top bardzo luźny. Ja mam figurę klepsydry. Myślę, że nie sprawdziłby się na figurze gruszki, bo ze względu na krój, zrobiłby z niej typowego walca. A tego oczywiście nie chcemy. Co do reszty to jak znalazł.  Pasuje dosłownie do wszystkiego. Do tańca i do różańca. :)


1. W połączeniu z jasnymi spodenkami, czy jeansowymi szortami tworzy mega wygodny zestaw na upalne dni. Przewiewny i swobodny. Nad plażę, na grilla, na zakupy, na co dzień. Nie pasuje do ciemnych szortów.
2. Zamieniając szorty na jeansy zmieniamy stylizację dzienną w wieczorową. Idealne na dyskoteki i inne wieczorne wypady.
3. Ze spódnicą maxi włożony w środek pięknie podkreśla figurę. Opalenizna wydaje się być wyraźniejsza. Spięty agrafką tu i ówdzie podkreśla kształty.
4. Skórzana ramoneska dodaje zestawowi pazura. Świetny na wieczór w plenerze. Moje ulubione zestawienie.
5. Puszczając top luźno otrzymujemy anielskie połączenie. Coś w stylu dzieci kwiatów, co bardzo lubię. :)
6. Obcisła spódniczka nadaje całości szyku i elegancji. Na każdą okazję, dla tych, które lubią czuć się kobieco i seksownie.
Kosztował całe 10 zł. Opłacało się? :)


Kosmetyki



Masło kakaowe Ziaja


Jak widać na zdjęciu, bo napisane jest jak byk: spray przyspieszający opalanie.
Nawilża, nabłyszcza, podkreśla opaleniznę, poprawia koloryt.


Nadaje się do każdego rodzaju skóry a w szczególności do skóry suchej. Olejek natłuszcza delikatnie skórę, dzięki czemu nie jest szorstka a uczucie suchości znika całkowicie. Z doświadczenia - na co dzień używać w mniejszych ilościach, bo jest dość tłuste. Polecam na plażę, jednak wtedy należy uważać na to, by nie zasnąć podczas opalania.

Przez trzy dni nie mogłam się nigdzie dotknąć.

Moje urodziny <3


7 lipca skończyłam 19 lat. Nie ma się czym chwalić, ale to jest jednym z moich ulubieńców, jeśli chodzi o sytuacje. Ten dzień spędziłam bardzo miło, w gronie moich przyjaciół, chociaż nie robiłam imprezy. Za to właśnie kocham ich całym swoim serduchem. :3

"Muitos aonos de vida Mila"
"Wielu lat życia Mila"


Filmy


Źródło: http://www.filmweb.pl/film/Wszystko+b%C4%99dzie+dobrze-2007-296881

"Wszystko będzie dobrze" to polski dramat obyczajowy. Opowiada o chłopcu, który żeby wypełnić obietnicę chorej już matki biegnie do Częstochowy, w czym pomaga mu jego trener alkoholik. Oboje w drodze uczą się bardzo ważnych rzeczy. Niedługo na pewno wrzucę tutaj moją recenzję tego filmu. I nie będzie to recenzja typu "podobało mi się, polecam, Milena Gajewska", ale normalna recenzja. Taka jak uczą w szkołach.


Zdjęcie


Na zdjęciu Allegiant

Nikon D3200 + Nikkor 35 mm
Przysłona 2.5
ISO 100
Czas 1/3000

Żeby nie zanudzać...


Tak samo jak ulubieńcy, w tym miesiącu pojawiły się sytuacje, które mi średnio przypasowały. Zawsze staram się kupować produkty polecane i przetestowane wcześniej przez kogoś, więc nie żałuję zakupu żadnego kosmetyku czy ubrania czy nawet markowego batona. Moje buble to sytuacje.


Felerna wizyta u fryzjera

Jakiś miesiąc temu umówiłam się do markowego salonu fryzjerskiego na obcięcie moich wypielęgnowanych, niczym oczko w głowie włosów, których nie farbuję, myję dziecięcym szamponem i zalewam odżywkami, żeby zawsze były miękkie i elegancko się układały, ale nie miały objętości i były obcięte równo, bez żadnego cieniowania. Czekałam na wizytę 3 tygodnie, przygotowałam wcześniej powiedzianą mi sumę, zdjęcia fryzury, którą chciałabym mieć. Pokazałam ją fryzjerce i z zadowoleniem, że zaproponowano mi kawę a fotel był mega wygodny, a poza tym to uwielbiam zapach, który roznosi się w salonie fryzjerskim, czekałam na efekt. Fryzjerka obcięła moje włosy i wymodelowała, było cudnie. Jednak po wyjściu z salonu, gdy parę razy już zdążyłam przeczesać je ręką, zobaczyłam w toalecie jak wyglądam naprawdę. Okazało się, że fryzura kompletnie nie pasuje do mojej twarzy, włosy obcięte na wysokości uszu zawinęły się na końcówkach a ja wyglądałam jak grzyb z odstającym kapeluszem. Mniej więcej tak:

Źródło: http://comps.canstockphoto.pl/can-stock-photo_csp10611301.jpg

Włosy nie ręka - odrosną. :)



Przewozy autobusowe LIDER

Firma przewozowa, która krótko mówiąc zrobiła ze mnie debila. Jest to firma, która organizuje przewozy na terenie całej Polski. Zadzwoniłam na infolinię i przemiła Pani zarezerwowała mi dwa miejsca autobusowe w dwie strony. Do Międzyzdrojów i z powrotem (jakieś 400 km w jedną stronę). Za bilety zapłaciłam łącznie prawie 300 zł. Mieliśmy jedną przesiadkę w drodze. Na pierwszym przystanku kierowca nie zapytał o numer rezerwacji. Po prostu wsiedliśmy do busa, kierowca policzył czy zgadza się liczba 8 osób i zawiózł nas w miejsce przesiadki do prawidłowego autobusu. Tam ludzie wsiadali do autobusu jak kto chciał. Kierowca nie był zainteresowany tym, czy ktoś jedzie na gapę, jeśli ktoś przyszedł zapłacić, to fajnie, jeśli nie, to po prostu jechał. W drodze powrotnej po wejściu do autobusu okazało się, że brakuje dwóch miejsc siedzących. Gdy zgłosiłam się do kierowcy, on odpowiedział mi zdaniem "W Szczecinie parę osób wysiada to zobaczymy". Po jakimś czasie dogadaliśmy się z inną parą, że zwolnią jedno miejsce. Przez prawie połowę drogi siedziałam na kolanach mojego chłopaka i stałam na zmianę, co nie było łatwe ani dla mnie (no bo.. weź siedź sobie w ciasnym autobusie na dużych kolanach, które same się tam nie mieszczą obok starszego pana który przy oknie zabija wzrokiem oraz niesmakiem z tego, że oddzielili go biednego od jego żony, córki i wnuczek, bo przecież mieli rezerwację na 5 osób no i jakim cudem on siedzi sam..) i dla niego (ja nie ważę mało). Potem zwolniło się kilka miejsc i mimo, że ja jechałam na jednym końcu autobusu,  a on na drugim, bo przecież starszy pan nie pójdzie na inne miejsce, bo on był tu wcześniej i już i tak wystarczająco oddzielili go od żony, to wszystko było jak najbardziej ok.

W poniedziałek, po przejeździe od razu zadzwoniłam na infolinię tej firmy. Sekretarka przyjęła moje żale, że nie po to rezerwuję miejsce w autobusie, żeby go nie mieć i podała mi do telefonu szefa firmy, który również wysłuchał mnie, zapisał mój numer rezerwacji, nazwisko i numer telefonu i obiecał wyjaśnić tą sprawę i skontaktować się ze mną. Po pięciu dniach znowu tam zadzwoniłam, na moje nazwisko sekretarka zareagowała "Halo? Halo? Przerywa mi panią... Halo?" - wybuchłam śmiechem. Kazałam jej podać do telefonu szefa. Przedstawiłam mu się i próbowałam przypomnieć, jednak bezskutecznie, bo szef nie przypominał sobie wcale mojego nazwiska ani rozmowy ze mną. Ba. Próbował mi wmówić, że taka sytuacja jest niemożliwa, bo miejsc było zarezerwowanych o dwa mniej, niż jest w autobusie, zaczął mieszać, zadawać zaprzeczające sobie pytania, twierdził, że przystanki, które wymieniam w ogóle nie miały miejsca, bo "autobus nie zatrzymywał się w Szczecinie". Kazałam mu wyjaśnić to z kierowcą, który najprawdopodobniej sobie dorabia i sprzedaje bilety na lewo. Okazało się, że  kierowca nie przypomina sobie takiej sytuacji, no ale czego innego mogłam się spodziewać? Szef tej, pożal się Boże, firmy chamsko odburknął do mnie, że to wyjaśni i skontaktuje się ze mną, nie potrzebował mojego numeru ani żadnych danych, zanim zdążyłam powiedzieć "Dziękuję, czekam na kontakt." szanowny pan się rozłączył.

Rozmowa opisana wyżej miała miejsce 22 lipca. Mamy 4 sierpnia. Do tej pory nikt z tej żałosnej firmy się do mnie nie odezwał. Pszypadeg? Nie sondze.




Jeśli chodzi o mich ulubieńców i nieulubieńców minionego miesiąca, na tym zakończę moje uzewnętrznianie.
Ciekawa jestem, czy ktoś przeczytał cały post. :)

Co u Was?

Podzielcie się w komentarzu tym co Was spotkało miłego, a co przykrego.
No i oczywiście dajcie znać, jakie macie wrażenie po przeczytaniu tego postu.

Zapraszam  na mojego FP na Facebooku, tam znajdziecie więcej moich zdjęć. :)