czwartek, 6 października 2016

#ZWyższejPółki czyli Kylie Lip Kit


Mam przyjemność przedstawić Wam kolejny post z serii "o kosmetykach od Kylie Jenner", który dotyczy zestawu do ust czyli Matte Lip Kit. Oczywiście większość z nas kojarzy, ba, nawet nie trzeba tłumaczyć, co to jest Kylie Lip Kit, "bo to przecież oczywiste", jednak z mojego doświadczenia wiem, że wiele osób może być w tym temacie zielona. Mianowicie chodzi o zestaw matowej pomadki do ust w płynie i konturówki w tym samym kolorze. Zostały wydane przez firmę KYLIECOSMETICS i jest obecnie jednym z najbardziej pożądanych produktów kosmetycznych na rynku.



Posiadają je nawet inni twórcy kultowych kosmetyków np. JefreeStar czy HudaBeauty. Ja również odkryłam potrzebę, a nawet konieczność posiadania tego "kitu". Po uzbieraniu pieniążków (nastawiłam się na ~168 zł, bo tak mi policzył kalkulator walutowy) zamówiłam najdroższy w moim życiu kosmetyk, który za tą cenę nie liczył 20 sztuk szminek, a zaledwie szminkę i kredkę.

Ważne informacje!


Przy zamówieniu z polskiej karty kredytowej doliczana zostaje PROWIZJA! ja za swój zestaw zapłaciłam 177 zł z groszami.

Paczkę przynosi kurier, ale nie wychodzi z Twojego domu z pustymi rękami. Do paczki doliczają opłaty za odprawę celną, czyli CŁO! Ja na taką ewentualność się przygotowałam, jednak żadna polska vloggerka, które namiętnie oglądałam na YT nie wspomniała o tej opłacie, więc żyłam z nadzieją, że mnie ta opłata ominie, ale niee. CŁO wyniosło mnie 37 zł.

W sumie zapłaciłam za kosmetyki 214 zł z groszami.

Nie wiem dokładnie na jakiej zasadzie obliczają prowizję przy płaceniu przelewem, myślę, że to zależy od banku i rodzaju konta jakie się posiada więc ta kwota może być różna, a CŁO.. z tego co ostatnio zauważyłam, to kwestia szczęścia. Moja koleżanka z tej samej wioski zrobiła identyczne zamówienie, a listonosz nie poprosił ją o ani grosza.

Z przesyłką miałam pewne problemy, ponieważ szła do mnie chyba na pieszo. Paczkę otrzymałam równo 3 tygodnie po złożeniu zamówienia, tudzież niektóre znajome z mojej miejscowości otrzymały je już po jednym tygodniu. Kontaktowałam się w tej sprawie z biurem obsługi klienta w firmie kyliecosmetics mailowo, pracownicy okazali się mili i pomocni, więc nie jestem do nich tak mocno zrażona, bo w sumie to oni nie mają zbyt dużego wpływu na prędkość dostarczania paczek. W przeciwieństwie do wielu polskich firm, pracownicy kyliecosmetics podpisywali się imieniem, co buduje przyjazną atmosferę i po prostu nie mogłam być na nich zła. :)

Teraz przejdźmy do konkretów.

Kolor, który zamówiłam to Candy K, moim zdaniem najbardziej neutralny, najbardziej przypominający kolor ust, naturalnie podkreśla uśmiech i nie zmienia się w kicz w połączeniu z mocnym makijażem oka.
Tak. Mocny makijaż oka i mocne podkreślenie ust to kicz.
Wiem, że instagram wpaja Ci co innego, ale nie wierz mu, Instagram to sfałszowana rzeczywistość, ale o tym innym razem. :)
W każdym razie pudełko, w które jest zapakowany zestaw jest porządne, niestety przychodzi całe obklejone pamiątkami z odprawy cywilnej oraz nie wygląda już tak ładnie, jak to wysyłali jeszcze niedawno, pudełko jest całe czarne, tylko w środku ma te swoje słynne zacieki. Oderwałam wszystkie naklejki, włącznie z tą, na której był mój adres i reszta danych, z nadzieją, że chociaż tam będzie mały napis Kylie.. Nie było go. No nic.


Na zdjęciu znajdują się również fejki, o których możesz przeczytać w tym poście.
Niedługo wrzucę post porównawczy, zaobserwuj, by być na bieżąco. :)


W środku oprócz zestawu znalazłam oczywiście kartkę z podziękowaniem od samej Kylie, która jest przeszczęśliwa, że powiększamy jej milionowe dochody, fakturę oraz kartę mojego zamówienia. To wszystko jest zabezpieczone białą pianką, więc nic nie miało prawa się przemieszczać po pudełku.
Co do samego pudełeczka z zestawem, jest fajnie zaprojektowane, ząbki ładnie się mienią pod wpływem padającego światła.



 W środku pomadka od kredki oddzielona jest kartonikiem, co zmniejsza ryzyko porysowania się ich o siebie.


A oto, co znalazłam w pudełeczku:







Od razu wzięłam się do testowania. 



Byłam mega ciekawa, co tak świetnego jest w pomadce za ponad 200 zł, czego nie ma w pomadkach za 10/20 zł. Skład mają przyjemny, nie zawierają substancji szkodliwych a wręcz wiele zmiękczaczy, witaminy, substancje zapachowe i barwniki. Niektóre nazwy w składzie wydawały mi się przerażające na pierwszy rzut oka, jednak szybko okazywało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. 



Oba kosmetyki najlepiej zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia.


Krok 1 - kredka




Jest kremowa, choć nie tak bardzo, jak się tego spodziewałam. Po prostu nie ciągnie za skórę i nie szura po wardze. Moim zdaniem to lepiej, bo czasami niemożliwym jest natemperować kredkę, gdy rysik jest zbyt miękki. Na tą chwilę pomalowałam usta tą kredką już jakieś 6/7 razy i jeszcze nie musiałam jej temperować. A tak prezentuje się po użyciu - na ustach:


Moje usta są zwykle suche i pękające blisko środka między innymi właśnie z tego powodu, że mam ostatnio kompletnego fisia na punkcie matowych pomadek. Polecacie jakiś balsam, który mega mocno odżywia i nawilża usta? 

Po obrysowaniu ust przechodzimy oczywiście do wypełnienia całości pomadką. Ze strachu przed przedwczesnym wysuszeniem się produktu darowałam sobie zdjęcie aplikatora, ale przyznać muszę, że jest inny niż wszystkie. Jest tak jakby bardziej włochaty, te włochy są bardziej miękkie i tak jak kredka, nie trą po ustach. Malowanie tym aplikatorem to czysta przyjemność <3
Konsystencja pomadki jest zaskakująco rzadka, myślałam, że przez to pigmentacja będzie marna, no bo jak mam sobie pomalować usta, jeśli nie mam prawie wcale produktu na aplikatorze, no i zdziwiłam się. Za jednym razem pomalowałam całe usta i nie musiałam wcale dokładać produktu. Pigmentacja - pierwsza klasa.

Czas na prezentację ust, czyli "Wearing Candy K today" <3









Produktu dosłownie nie czuć na ustach. Wysycha mniej więcej po 5/10 sekundach od nałożenia i trzyma się w nieskończoność. Prezentuje się ekstra. Komfort noszenia jest nieporównywalny do innych matowych pomadek. Produkty przeszły również próbę czasową, czym chwaliłam się na prawo i lewo. Malując się do szkoły, nałożyłam pomadkę mniej więcej ok godz. 7 rano. W szkole zjadłam dwie kanapki, cały czas coś piłam, czekoladę na gorąco, herbatę, Kubusia, wodę. Pomadka została na swoim miejscu nienaruszona.




Podsumowując:

Pomadka od Kylie to świetny produkt, chociaż nie miałam okazji porównywać go z produktami i takiej samej cenie. 
Nie ma czegoś takiego jak "tańsze zamienniki". Zawsze będą różniły się składem, czegoś będzie mniej a czegoś więcej i już nie będzie to to samo, a kolor zawsze będzie się różnił.
Myślę, że żadna pomadka nie jest warta tak wysokiej ceny, mam wielki szacunek do rodziny Kardashianów za to, że robią taki biznes na tak małych produktach, a dziewczyny prują sobie flaki w dorywczych pracach i odejmują sobie jedzenia od ust, żeby tylko mieć pieniądze na te produkty, a później czatują na godzinę 3pm, żeby wirtualnie walczyć o zakup, bo znam takie przypadki. :D 

Jakie jest Twoje zdanie na temat kosmetyków od KylieCosmetics? Czy warto wydać sporą część wypłaty na małą pomadkę? Może masz już taki zestaw? Daj znać koniecznie. :)

Kolejny post będzie dotyczył ROZDANIA! Zaobserwuj, by być na bieżąco. :)

Pozdrawiam - MG :)





poniedziałek, 3 października 2016

LBA - Liebster Blog Award, czyli łańcuszek pytań od Allegiant

Już jakiś czas temu otrzymałam od Allegiant nominację do LBA, za co bardzo dziękuję, z braku czasu i nagłej anginy zabrałam się za to właśnie teraz. :) Nie zapomnij sprawdzić, co działo się w poprzednim poście. :)



Postaram się odpowiadać na pytania szczerze, ale też bez nudy. Zaczynamy. :)

1. Jak spędziłaś swoje wakacje, a jak je zaplanowałaś - czy coś się różniło?

Wakacje spędziłam na spokojnie, jedyną podróżą okazał się wyjazd nad morze, planowałam wyjazd na dwa tygodnie, potem na 8 dni.. koniec końców spędziłam tam 6 dni, z czego tylko 2 dni były słoneczne i mogłam się opalać. :P Planowałam jeszcze odwiedzić mój ukochany Kraków, jednak się nie udało, cały sierpień spędziłam w domu i oprócz sporadycznych zdjęć, jeżdżenia na kąpielisko i spotykania się z koleżankami nie robiłam praktycznie nic. Wolny czas spędzałam na czytaniu artykułów makijażowych, oglądaniu vlogów i uczenia się fotografii. :)


2. Czy Tego lata podejmowałaś jakieś wyzwania?

Próbowałam podjąć wyzwanie dokształcenia się w zakresie fotografii, jednak warsztaty na które miałam zamiar pójść odwołano, pozostało mi więc uczyć się z YouTube'a. 

3. Udało Ci się tych wakacji zobaczyć co chciałaś? Jakieś zabytki czy miasta?

Udało mi się zwiedzić i poznać dokładniej Międzyzdroje, chociaż nie do końca, bo chciałabym jeszcze poznać tamtejsze kluby i dyskoteki. Podczas mojego pobytu nie miałam takiej możliwości. :)

4. Co chcesz robić po szkole (całkowite skończenie gimnazjum, liceum, technikum, zawodówki czy nawet podstawówki)?

Najbardziej na świecie chciałabym pójść na studia fotograficzne, założyć swoją działalność i zamieszkać sama (a raczej z którąś z moich koleżanek) a to wszystko w Krakowie <3
Ale wracając do rzeczywistości. 
Swoją działalność już rozpoczynam, więc pozostaje mi się tylko wybić na tle ogromnej konkurencji. Chcę poszerzać swoje kwalifikacje zarówno w dziedzinie fotografii jak i reklamy, na szczęście mogę to połączyć i  to bardzo mnie cieszy, bo z wykształceniem, które wyciągnę z technikum nie będę miała większego problemu ze znalezieniem pracy w swojej branży. :) 
Póki co - w moim zamiarze jest zrobić po szkole rok przerwy, rozwinąć się jako fotograf, zarobić na górkę i wtedy pójść na studia.

5. Skoro jest blog to czy myślałaś o założeniu kanału na YouTube? :> 

Bawiłam się w "vloggerkę" gdy mój tato kupił do domu moją pierwszą kamerę a YouTube było stroną, której praktycznie nikt jeszcze nie znał.. Gdy kupiłam mój pierwszy aparat, razem z Aurelką nagrywałyśmy "wiadomości", tutoriale, wywiady z gwiazdami, którymi byłyśmy my same i wiele innych głupot. Czasami, gdy nie mogę znaleźć jakiegoś tutoriala lub recenzji po polsku na temat jakiegoś produktu nachodzi mnie ochota, żeby zrobić to własnoręcznie, więc.. tak, myślałam. Ale to raczej nigdy nie dojdzie do skutku.. A może jednak... ;)

6. Co sądzisz o social media? (Twitter, Snap, Insta itd)?

Social Media (portale społecznościowe) są spoko, jeśli używa się ich z umiarem. Mogłabym napisać o tym osobny post, bo to "temat woda"! :D Sama posiadam Facebooka, swój FP na tymże portalu, Instagrama iii.. Snapa. Facebooka używam głównie do komunikowania się za darmo i kontaktowania z moją klasą w sprawach bieżących oraz czasem oglądam zdjęcia dalszych znajomych. Sama rzadko coś udostępniam, bo gdy patrzę na tablicę zawaloną reklamami i postami typu "wygraj iPhone'a" to wydaję mi się, że mój wartościowy post z konkretnym przekazem po prostu zostałby zignorowany. Nawet nie mam oryginalnego Facebooka oraz Messengera tylko zamienną aplikację na stare telefony, która ogranicza niepotrzebne funkcje do minimum i mi to pasuje. Na Instagramie mam, myślę, średnią ilość obserwatorów, dodaję zdjęcia, które nie przedstawiają fałszywej rzeczywistości, np jak to ja czytam książki pijąc kawę w białej pościeli z białego kubka i nie przedstawiam wszystkich moich nowych dzieci, czyli nowej pary butów które kosztowały połowę wypłaty rodziców, brata i emerytury babci razem wziętych. Na Snapie mam zaledwie 30 znajomych, tych, których życie codziennie mnie interesuje i wzajemnie. Bo szczerze.. wali mnie to co je właśnie na obiad jakaś pierwszoklasistka, która zna mnie tylko i wyłącznie z tego tytułu, że chodzimy do jednej szkoły. Sama dodaję zdjęcia na mystory sporadycznie. Są oczywiście osoby, z którymi wymieniam się snapami na bieżąco, ale to są moi najbliżsi przyjaciele. Uważam, że każdy ma prawo do prywatności i powiem więcej, w tych czasach jest to nawet możliwe. Bo nigdy jakoś nie przyszło mi do głowy zrobić sobie zdjęcia np półnago i wysłać to w Internety, to szczyt głupoty. Kiedyś jeszcze posiadałam konto na ask.fm, ale to też szybko mi przeszło, właśnie dlatego, żeby chronić własną prywatność. :)

7. Chciałabyś być bardziej znana, rozpoznawalna jako blogerka?

Nie wiem :D Chyba bardziej bym chciała być rozpoznawalna jako dobry fotograf, bo życie internetowe, to całkiem inna rzeczywistość. :)

8. Co by było gdyby bardzo znana marka typu Dior, czy Kors zaproponowali Ci współprace z nimi pod warunkiem wyjazdu za granicę.. do nich na przynajmniej dwa lata, gdzie mogłabyś tylko sporadycznie kontaktować się z najbliższymi. 

Zdecydowałabym się na ten wyjazd. Zawsze to jakieś doświadczenie a żadne doświadczenie w życiu nie jest niepotrzebne. Ostatnio przeczytałam książkę "Sekrety urody Koreanek" i bazując na opowieści Charlotte uważam, że warto czasem podjąć spontaniczną decyzję. A dwa lata to znowuż nie tak dużo, czas leci mi coraz szybciej, więc ani się obejrzeć a już bym musiała wracać do domu. :)

9. Nadarza Ci się okazja pozowania w bardzo znanej i drogiej biżuterii (możesz o tym pisać posta i wrzucić swoje zdjęcia), ale nago! Czy zgadzasz się na to?

A w życiu! Ja swoje piękne (na swój sposób ale zawsze) ciało wolę zostawić dla siebie i ewentualnie męża. Mogę robić akty jako fotograf, ale nie uczestniczyć w nich jako modelka. :)

10. Wieczorami gdy jesteś bardziej wyluzowany przychodzą ci do głowy pomysły na kolejne posty/stylizacje, zrywasz się wtedy z łóżka by to wszystko zapisać a może zostawiasz to na rano?

Zostawiam na rano a później nie pamiętam, co miałam zrobić. :D

11.  Masz w planach zmienić coś w swoim blogu? Nagłówek, treść może sam tytuł bloga?

Myślę czasami o zmianie nazwy na coś ze słowem "obiektywnie", które nawiązuje do mojej pasji ale też sposobu moich wypowiedzi :)


KONIEC :)


A teraz moja kolej. :D

Nominuję:



A oto pytania Moje Drogie:
1. Jakie masz postanowienie na ten miesiąc?
2. Jaki masz sposób na spędzanie szarych, deszczowych, jesiennych dni?
3. Jakich kolorów masz w szafie najwięcej?
4. Kto jest Twoim autorytetem?
5. Czasopismo vs. książka i dlaczego?
6. Kto wspiera Cię przy prowadzeniu bloga, a kto wręcz Ci to odradza?
7. Kiedy ostatnio byłaś w kinie, na jakim filmie i co możesz na o nim opowiedzieć?
8. Dlaczego jesteś blogger'ką?
9. Sklep stacjonarny vs. internetowy i dlaczego?
10. Jaki jest Twój ulubiony styl wystroju wnętrz? :)


Czekam niecierpliwie na Wasze odpowiedzi i pozdrawiam serdecznie :)


Czy spodobał Ci się ten post? Daj znać koniecznie. :)
W kolejnym poście opowiem o tym, jaką paczkę dostałam aż z Ameryki <3
Zaobserwuj, by być na bieżąco :)
MG :)



niedziela, 2 października 2016

Obiektywna recenzja WHOLESALEBUYING



Wpis nie jest sponsorowany.

Jakiś czas temu dotarło do mnie moje zamówienie z wholesalebuying.com i chciałam się pochwalić moim pierwszym wrażeniem co do tej strony w porównaniu do innych chińskich stronek z ubraniami, których przejrzałam w ciągu mojego krótkiego acz bujnego blogowania.
Sklep internetowy ma bardzo szeroką ofertę, można tam kupić dosłownie wszystko, oprócz jedzenia. Od ubrań przez akcesoria elektroniczne po przyrządy kuchenne. W ustawieniach możemy zmienić preferencje na ceny w polskich złotych, sortowanie według cen, popularności, nowości itp. Korzystanie z tej strony jest bardzo łatwe, ponieważ jej budowa nie różni się zbytnio od innych chińskich sklepów takich jak Dresslink, Sammydress, czy Zaful. W koszyku od razu można zobaczyć ile się zapłaci za dany produkt razem z przesyłką. Koszt przesyłki naliczany jest tam w zależności od wagi produktu.

Od dłuższego czasu interesuję się makijażem, nie dlatego, że jest na to moda, chociaż to też ma w to wkład, ale przede wszystkim po to, aby być świadomą swojego wyglądu, tego, co mogę jeszcze zmienić a co poprawić, żebym wyglądała po prostu korzystnie i stała się bardziej pewna siebie. Nikt nie jest bardziej pewny siebie, niż człowiek, który ma świadomość, że dobrze wygląda. Niby nie szata zdobi człowieka, nie oceniaj książki po okładce i inne przysłowia, a jednak to wygląd tworzy dobre lub złe pierwsze wrażenie o naszej osobie naszego rozmówcy. Sama nie lubię rozmawiać z ludźmi, którzy o siebie nie dbają, tj. ktoś kto ma nieświeży oddech, albo nie mogę znależć oczu między ogromnymi pryszczami, albo gdy ktoś wychodzi na dwór w ubraniach, w których spał.. Albo wyskakuje mi w Rossmannie pracownica, po której od razu widać, że nie ma bladego pojęcia na temat makijażu i dbania o siebie, bo nie dość, że tleniona blondyna, której fryzjer zapomniał powiedzieć, że jak nie będzie używała srebrzyka to jej włosy pożółkną, to ma kruczo-czarne brwi, które dominują na jej twarzy, a podkład zważył się jej jeszcze w opakowaniu, no i biedna chce mi jeszcze doradzać...

Odeszłam od tematu... :D

No więc, żeby mój makijaż wyglądał w miarę naturalnie i prezentował się lepiej, niż wcześniej, zaczęłam szukać pędzli do makijażu. Koleżanki blogger'ki poleciły mi chińskie pędzelki, które jakością nie odbiegają od profesjonalnych przyrządów, a jednak cena uśmiecha się do kieszeni ucznia, który pracuje dorywczo za grosze. Porównując ceny z przeróżnych stron, np. Wish, Banggood, Aliexpress, Allegro itp. trafiłam na Wholesalebuying, gdzie cena i wiarygodność najbardziej przypadła mi do gustu, zamówiłam zestaw 11 pędzli, który wyniósł mnie 28 zł z groszami. Płatność była możliwa przez kartę kredytową lub popularne PayPal. O dziwo do ceny ostatecznej nie został doliczony koszt podatku VAT ani CŁO. Sam zestaw pędzli kosztował 15,50 zł, więc nieco ponad złotówkę od sztuki. Przesyłka była w sumie droższa od samego produktu, bo wyniosła ok 18 zł, ale łącząc koszty stwierdziłam, że to i tak niedrogo.

Zamówienie złożyłam 15 lipca, przesyłka szła przez ChinaPost. Paczkę znalazłam w mojej skrzynce 4 sierpnia, chociaż myślę, że była tam już wcześniej.. Ostatnio mój listonosz zrobił się trochę leniwy, nie spodziewałam się, że zostawi paczkę w skrzynce, bo zwykle przynosił ją do domu. Może to dlatego, że ostatnio trochę przytyłam.. ;)

Znowu odchodzę od tematu... >.<

Zestaw liczy 6 pędzli do makijażu całej twarzy oraz 6 do makijażu oczu. Mianowicie:



Począwszy od lewej:
1. Pędzelek do makijażu brwi, malowania kreski na powiece, oraz podkreślania dolnej powieki.
2. Pędzelek do nakładania cieni na górnej powiece ruchomej.
3. Pędzelek do rozcierania kreski.
4. Pędzelek do nakładania cieni i blendowania w załamaniu górnej powieki.
5. Puchaty pędzelek do blendowania i nakładania cieni na całą powiekę.
6. Pędzel do rozcierania korektora.
7. Pędzel do nakładania podkładu.
8. Pędzel do różu/bronzera (ale bardziej różu).
9. Pędzel do nakładania pudru sypkiego lub w kompakcie.
10. Pędzel do konturowania na mokro.
11. w sumie nie wiem do czego on służy.. Dajcie znać, jeśli wiecie. :)











Zdjęcia zrobione są akurat po skończeniu makijażu, po każdym umyciu końcówki są białe. :)



Pędzle są z włosia syntetycznego, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu są nieziemsko miękkie. Bałam się użyć ich bez mycia więc wypróbowałam je dopiero na drugi dzień. Rączki są bambusowe, dzięki czemu pędzle są lekkie i moja rączka się nie męczy. Po umyciu włoski nie wypadły w żadnej ilości i żaden włos nie odstawał od reszty. Kształty rączek różnią się od siebie i są dopasowane do funkcji każdego pędzla, więc nakładanie kosmetyków staje się jeszcze wygodniejsze. 

Pędzle, które używam myję po każdym użyciu, a te, które po prostu ładnie prezentują się na toaletce myję raz w tygodniu szarym mydłem Biały Jeleń. Macie jakieś ulubione sposoby mycia pędzli? Chętnie poznam Wasze opinie i nawyki co do czyszczenia pędzli. :)

Co do sklepu i zakupu jestem bardzo zadowolona, ponieważ nie miałam żadnych problemów z przesyłką ani opłatami i myślę, że to jeden z lepszych chińskich sklepów internetowych na rynku, gdzie jest ich coraz więcej, a ich wiarygodność jest co najmniej wątpliwa.

Czy zamawialiście coś z wholesalebuing? Jak wspominacie zakup? Jakie pędzle do makijażu polecacie?? Podzielcie się tym ze mną w komentarzach, otwierajcie dyskusje, wymieńmy się doświadczeniami. :)

W kolejnym poście pochwalę się, jaką paczkę dostałam z Ameryki. :)
Zaobserwuj, by być na bieżąco. :)
Pozdrawiam - MG :)


środa, 14 września 2016

Kylie Matte Liquid Lipstick z Aliexpress





Witajcie moi Drodzy! <3 

Pragnę przedstawić Wam pierwszy post z serii Kylie Cosmetics, czyli kosmetyków od Kylie Jenner. 

Na pierwszy ogień, między innymi dlatego, że tą paczkę otrzymałam jako pierwszą, idą matowe pomadki w płynie, które są podróbkami oryginalnych, a kupiłam je na aliexpress. Przedstawię Wam moje pierwsze wrażenie po użyciu, najważniejsze informacje, składy tychże produktów i oczywiście odpowiem na Wasze pytania, które będziecie mogli zadawać w komentarzach, jeśli o czymś jednak zapomnę. Zaczynamy! :)

Ale właściwie kto to jest Kylie Jenner?


Ja sama do niedawna nie wiedziałam, kim ona w sumie jest, dlatego krótki komentarz na ten temat.
Kylie Jenner to amerykańska celebrytka, pochodząca z celebryckiej rodziny Kardashian'ów. 




Ma 19 lat, siostrę Kendall, miliony obserwatorów na Instagramie i markę kosmetyków nazwaną jej imieniem.


Przechodząc do pomadek.

Kiedyś na YT RedLipstickMonster powiedziała mi, że kupiła pomadki od Kylie. Jakieś 2 miesiące temu zainteresowałam się jak w ogóle wygląda ta Kylie skoro jest taka fajna i super. Poczytałam trochę w wikipedii, zaobserwowałam na Instagramie i zobaczyłam kosmetyki, które jej marka produkuje. I zapragnęłam je mieć. Postanowiłam uzbierać sobie pieniążki na najdroższą pomadkę jaką kiedykolwiek trzymałam w rękach, na początku było to dla mnie idiotycznym pomysłem wydawać 200 zł na.. pomadkę. I kredkę. No szał, dwa produkty. Postanowiłam pogrzebać w internecie. Okazało się, że mogę mieć taką pomadkę za niecałe 5 zł. 
Na Aliexpress zamówiłam 4 kolory, które sobie wymarzyłam: Candy K, Dolce K, True Brown K oraz Mary Jo K. Moim zdaniem są to najładniejsze kolory, które można było kupić na kyliecosmetics.com jeszcze przed nowymi kolorami i kolekcją urodzinową. 

Dniami i nocami oglądałam youtuberki, które pokazywały wszystkie kolory i oryginałów i podróbek. Cały czas zdawałam sobie sprawę z tego, że kolory różnią się od oryginałów, jednak byłam ich bardzo ciekawa. Te pomadki są najtańszymi pomadkami matowymi w płynie, jakie kiedykolwiek kupiłam. Nawet pierwotne Lovely były droższe (niedługo recenzja), bo kosztowały jakieś 8 zł z groszami.
Zamówiłam pomadki "singielki", czyli te bez konturówek. Z YouTuba dowiedziałam się, że kolory konturówek różnią się od kolorów pomadek, więc stwierdziłam, że bez sensu jest kupienie kitów, czyli zestawów. Paczka przyszła do mnie jakieś 2 tygodnie po złożeniu zamówienia. 
A oto, co wyjęłam z foliowej koperty:






Nie posiadam oryginalnej pomadki singielki, ale opakowanie papierowe praktycznie niczym nie różni się od oryginalnego. Jedynie na to opakowanie jest naklejona naklejka, która wyraźnie informuje, że jest to produkt chiński.


Opakowania są ładne, jednak słabej jakości. Już za drugim razem, gdy podjęłam próbę otwarcia jednego z nich, kartonik zwyczajnie się podarł.


Smuteczek.

Kolory na pierwszy rzut oka są super. Są dość chłodne, bałam się, że przyjdą mocne i żarówiaste, a takie kolory to nie koniecznie coś, co tygryski lubią najbardziej. Więc tutaj plus. :) Bałam się też, że wszystkie kolory będą łudząco do siebie podobne. U jednej youtuberki widziałam, że kolor True Brown K niczym nie różnił się od Candy K, czyli był po prostu różowy, a obok brązowego to to nawet nigdy nie stało. Co do kolorów to 10/10 a prezentują się one tak:



Oczywiście od oryginałów odbiegają bardzo, a pokażę to już niedługo, ponieważ przygotowuję także post porównawczy oryginału i podróbki koloru Candy K. To nie zmienia jednak faktu, że kolory bardzo mi się podobają i nie miałam jeszcze takich odcieni w mojej szufladzie, co mnie bardzo satysfakcjonuje. :) 

Ale, ale.. Co najważniejsze w branży kosmetycznej

SKŁAD: 

uwodorniony poliizobuten (emolient zmiękczający skórę, ułatwia rozprowadzenie kosmetyku), oktylododekanol (emolient o działaniu nawilżającym), olej rycynowy, olejek jojoba, syntetyczny wosk pszczeli, silikon, disteardimonium hektorytowa (stabilizator emulsji), flavor (substancja zapachowa), fenoksyetanol (substancja konserwująca), witamina E, węglan propylenu (do końca tego nie ogarnęłam, ale nie jest szkodliwy), filtr UVA, syntetyczny fluorphlogopite (składnik konsystencjotwórczy), metoksydibenzoilometan butylu (chroni produkt przed utratą jakości), filtr UV, krzemian glinowo-sodowy wapnia (wyrób cukierniczy, pewnie dlatego pachnie czekoladą), wapń sodu borokrzemowego (też substancja cukiernicza), glinka, wapń glinu (zabezpiecza przed utlenianiem), wapń glinu borokrzemowego (substancja kuchenna), pigmenty mineralne : bizmut (ulepsza krycie), niebieski, tlenek żelaza (powoduje, że produkt jest bardziej zbliżony do nude), fioletowy, mika, pomarańczowy, czerwony, biały, żółty.

Kosmetyk można używać przez 12 miesięcy od momentu otwarcia i mam nadzieję, że nikt przede mną tego nie robił... :)

Przejdźmy zatem do swatch'ów.
Na początek wszystkie na raz na mojej rączce.



Od razu widać, że jeśli chodzi o pigmentację, zdecydowanie wygrywają odcienie brązu, czyli Dolce K i True Brown K. Candy K (pierwszy od lewej) wyraźnie prześwituje, tak samo jak Mary Jo K (czerwony). Mają przyjemną konsystencję, są dość rzadkie, co mnie zdziwiło, bo najbardziej rzadkie ze wszystkich jakie posiadam, ale jednak nie wpływa to na pigmentację produktów, bo wszystkie mają tą samą formułę. Jak już wspomniałam w składnikach, pachną.. jak... cukierek czekoladowy? Dużo cukru i dużo czekolady. W przeciwieństwie do tego, co mówiły niektóre youtuberki nie pachną one chemią, chociaż to chyba tak samo jak kolory, zależy od sprzedawcy produktu. Aplikator jest wygodny, oczywiście syntetyczny, taki jak w zwykłych błyszczykach. Jest wygodny, ale bez konturówki ciężko jest ładnie i bezbłędnie obrysować usta produktem. Zastygają niemalże natychmiastowo na pełny mat. To chyba wszystko jeśli chodzi o zbiorową recenzję, czas na poszczególne kolory.

Candy K


Delikatny, jasny róż. Niestety bubel spośród czterech perełek. Już przed zastygnięciem na ręce zobaczyłam jego słabą jakość. Robi grudki. Bardzo, bardzo, mocno wysusza usta. Zjada się natychmiastowo. Po jednej godzinie wygląda jak po pięciu... Czyli nie ma go wcale. Nie wiem od czego jest to zależne, bo wszystkie kosmetyki mają identyczny skład. Jedyny plus to ładny, delikatny kolor - 2/10. 


Dolce K


Mój ulubiony ze wszystkich czterech. <3 Na ustach prezentuje się świetnie, posiada delikatne odcienie różu, jednak jest bardziej brązowy. Zęby przy nim nie mają żółtego odcienia. Po nałożeniu i zastygnięciu robi się dosłownie gumowy, więc nie pęka razem z wargą, nie przesusza ust, nie klei się, nie robią się grudy, nie wyłażą suche skórki. Słyszałam wiele opinii, że są jak klej, że nie można otworzyć później ust, ale ja obalam ten mit i mówię NIE! To nieprawda. Trzyma się genialnie, komfort noszenia jest ogromny. Idealny do ubrań w kolorze nude, beżowych, brązowych, czarnych, khaki, moro. Pięknie prezentuje się z miodowymi spodniami i białą koszulą. Kolor odważny, ale nie dominuje na twarzy. Z umiarem i poczuciem estetyki - ideolo. :)


True Brown K


Głęboki, zimny, przytłumiony brąz. Zastyga do matu, jednak delikatnie odbija światło, co widać na zdjęciu. Kolor bardzo odważny, dominuje na buzi, nie pasuje do mocnego makijażu oka. Pasuje do blondynek o jasnej karnacji, np Allegiant (która nominowała mnie do lba :D). Kolor dla osób z wprawą do malowania, bardzo łatwo jest zrobić sobie kupę na buzi zamiast ładne pomalowanych ust. Kolor bardzo powiększa usta, a przynajmniej moje, które i tak małe nie są. Ja zawsze taki kolor chciałam mieć i taki otrzymałam, więc jestem zadowolona i pełna szczęścia.


Mary Jo K



Tak jak widać... Konsystencja jest ok, jednak pigmentacja bardzo słaba.. Pomadka nie zastyga tak szybko jak pozostałe, kolor jest bardzo ładny, pełna, żywa czerwień, taka jakiej oczekiwałam. W sumie jej jedynym minusem jest ta nieszczęsna pigmentacja, bo formuła jest przyjemna i komfortowa. Idealna do stroju galowego, optycznie wybiela ząbki, nadaje kobiecości i szyku całej stylizacji. Po prostu trzeba nałożyć dwie warstwy.




Pomadki są super-trwałe, co niestety przekłada się na zmywanie. Po zrobieniu swatchy na ręce poszłam umyć naczynia. Po zetknięciu pomadek z płynem do naczyń nie stało się zupełnie nic. Ani trochę nie ubyło z mojej ręki. Zaczęłam się więc martwić jak ja to zmyję. Jednak przy użyciu olejku do demakijażu (ja użyłam Bielandy) schodzi dość szybko. Niestety nie liczcie na chusteczki do demakijażu, płyny micelarne ani mydło. Po prostu się nie zmywają. :)


Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam osobom, które zastanawiają się nad zakupem takich pomadek. Jeśli o mnie chodzi: opłaca się. 
Polecam. Milena Gajewska :D

Jeśli cokolwiek przeoczyłam a chcielibyście dowiedzieć się więcej, piszcie w komentarzach, odpowiem na pewno. 
Kolejny post będzie dotyczył pierwszego wrażenia oryginalnego zestawu 
Zaobserwuj, by być na bieżąco. :)

Pozdrawiam i ściskam, buziaki!
MG :)




poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Get ready with me #wakacje




Z racji tego, że sama uwielbiam czytać posty z serii GRWM, postanowiłam również podzielić się z Wami swoim porankiem. Dzisiaj mam więcej czasu dla siebie, więc miałam okazję to jeszcze udokumentować. Pokażę Wam co jest dla mnie ważne po przebudzeniu, jakie nawyki przejęłam po innych bloggerach i na co zwracam uwagę podczas wakacji. Zaczynamy! :)




No cóż.. Pora wstawać. Budzik zawsze jest nastawiony na godzinę 9:00, co bym nie przespała całych wakacji.. Niestety ilekroć ten budzik zadzwoni, tyle wyłączam go i idę spać z powrotem, czego później nawet nie pamiętam.. Zwykle kończy się to pretensjami do całego świata, że nikt mnie nie raczył obudzić. :)
Z niemal zamkniętymi jeszcze oczyma schodzę na parter i robię sobie szybkie, łatwe i pożywne śniadanie.




Najczęściej jest to serek wiejski i wieloziarnista bułeczka z Bierdonki. Serek dostarcza organizmowi odpowiednią ilość białka, wapnia i innych zdrowych dupereli a bułeczka dopełnia śniadanko i pomaga zdrowo i solidnie zacząć dzień. Do tego koniecznie herbata. Koniecznie w dużym, moim, ulubionym kubku, który kupiłam w Krakowie. Można na nim zauważyć nazwy (szkoda tylko, że po angielsku) wszystkich zabytków i atrakcji Krakowa, za co też to miasto tak kocham. <3 Ta pamiątka przypomina mi o pięknych chwilach tam spędzonych i o tym, że jeszcze nie raz tam wrócę, a niedługo już zamieszkam na stałe. :D

Po śniadaniu biorę prysznic. Zawsze myję moje włosy rano. Nie lubię robić tego wieczorem, bo od poduszki brzydko się układają i później nie mogę tego ogarnąć w żaden możliwy sposób.




Gdy mam dzień wolny i wiem, że nigdzie raczej nie wyjdę, pozwalam moim włoskom wyschnąć samodzielnie. Nakładam jedynie na nie odżywkę w mgiełce, która je ujarzmia i odżywia. Jest to dwufazowe połączenie olejku arganowego z jedwabiem i innymi różnościami, które działają ekstra. Włosy są po niej mięciutkie, błyszczące i wyglądają super-zdrowo. :)






Podczas wakacji staram się nie malować, wręcz stronię od makijażu. Jednak też nie przesadzam z pielęgnacją twarzy, nie zalewam jej maseczkami, kremami, preparatami, olejami, parówkami, ogórkami i innymi rzeczami, które mogę zjeść na śniadanie. Po przemyciu buzi wodą z mydłem, przemywam ją jeszcze zwykłym tonikiem kosmetycznym i nakładam krem nawilżający. Ta metoda u mnie sprawdza się ostatnimi czasy najlepiej, gdyż moja buzia nie jest czerwona, zaskórniki i ich ilość zmalała do minimum i już nie pamiętam, kiedy ostatnio wyskoczył mi na twarzy jakikolwiek wyprysk.





Dla osób ze skórą wrażliwą nie polecam tego kremu, ponieważ buzia często robi się po nim czerwona i piecze. Kilka miesięcy temu borykałam się z wypiekami na twarzy a ten krem jeszcze pogarszał sprawę. Kolejny jego minus, to tłusty film, który zostaje na buzi, ja zwykle zbieram go suchym wacikiem, dzięki czemu jest go minimalnie mniej i nie przeszkadza tak bardzo, a buzia nie oślepia blaskiem.

Ostatnio z powodu pewnej wybielającej pasty do zębów (o której opowiem w nieulubieńcach sierpnia), moje usta bardzo mocno się wysuszyły i popękały. Nadal czuję ból w kącikach, które były najbardziej pokrzywdzone. Dlatego też nawilżam je ile mogę, nie rozstaję się z różnego rodzaju pomadkami, np z tą z Neutrogeny, która bardzo mi pomaga.



Cud, miód i pyszny smak. 
Pomadka szybko koi ból spierzchniętych ust, regeneruje wręcz natychmiastowo, smakuje jak jakiś leśny owoc, którego nie jestem w stanie określić. Ale jest superowa. Polecam. Milena Gajewska. :)

Gdy już moja głowa dojdzie do ładu i składu zakładam kolczyki, bo bez nich czuję się, jakbym była nago. Kolczyki to moje zboczenie. Mam ich mnóstwo, co chwilę kupuję nowe, zawsze mam ich za mało. Ostatnio zakochałam się w moich nabytkach z Rossmanna, które nosze na zmianę.





Są mega wygodne w noszeniu, często zapominam, że w ogóle je mam. Mimo masywności, są leciutkie i nie ciągną za ucho. ;) Mają też swoje minusy. Gdy przytuliłam moją przyjaciółkę, śrubka przebiła mi skórę za uchem, krew się polała, ale na szczęście w szpitalu nie wylądowałam. :)

Dzisiaj jest w mojej miejscowości jakieś 20 stopni Celsjusza, więc nie ma co szaleć z wakacyjną stylówką. Jako zmarźluch stawiam na wygodne, ciepłe ubrania. :)





Szarą bluzkę z motywem małych aparatów i innych bździnek upolowałam w Mohito, za niecałe 30 zł. Ja łowca okazji! Jest z nieprześwitującej bawełny. Do tego na szybko doszły moje ulubione, znoszone i prawie dziurawe jeansy z H&M, które katuję od roku, a mimo tego trzymają się nieźle i mogę bez problemu wychodzić w nich do ludzi. Na koniec Jordany w moim ulubionym zestawieniu - czyli biały-szary-czarny. Jak możecie zauważyć, kocham zestawienie białego z szarością. :) 

I mogę wyjść w miasto! A raczej na wieś, bo nigdzie tak naprawdę się dzisiaj nie wybieram.. Może jakiś wieczorny spacer z pewnym przemiłym, mieszkającym niedaleko przystojniakiem...? 

Dajcie znać koniecznie czy spodobał Wam się post oraz czy chcielibyście czytać takich postów więcej. Wakacje dały mi mnóstwo pomysłów na nowe posty. :)
W kolejnym poście pokażę Wam, jak ubrać się za 10 zł. Zaobserwuj, by być na bieżąco. :)
A jak wygląda Twój poranek?


Pozdrawiam - MG :)






wtorek, 16 sierpnia 2016

"Proszę o kliki" - czyli na czym polega blogowanie




Zacznijmy od tego, że jestem tu nowa. Jestem ciekawa tego, jak piszą inni, o czym piszą i dlaczego. Czytam posty. Analizuję. Znalazłam tu mnóstwo ciekawych blogów, które obserwuję i czytam na bieżąco. Koleżanki, które mają już w tym doświadczenie poleciły mi grupy facebook'owe, na których mogę się promować razem z innymi blogger'ami. Słyszałam już wcześniej o współpracach ze sklepami internetowymi, które zalewają propozycjami, darmowymi ubraniami i innymi super-rzeczami. Fajnie. Mi się to podoba. Ktoś prowadzi naprawdę ciekawy blog, jest popularny, wpływowy, więc może promować jakieś tam coś tam. Tak przynajmniej wyglądało to w moich oczach.

Jestem w Technikum Organizacji Reklamy. Z zawodowych idzie mi całkiem nieźle. Myślę, że wiem o co chodzi, znam się na rzeczy. Odkąd prowadzę bloga jestem zalewana komentarzami, postami w grupach na FB i tak naprawdę wszystkim co jest możliwe i gdzie można napisać "PROSZĘ O KLIKI". Moja pierwsza reakcja na taki post/komentarz (już nie pamiętam) brzmiała: "Ale że po co??". Moje dotychczasowe wierzenia w pozytywną popularność poprzez prowadzenie bloga legły w gruzach. Facebook'owe grupy dla blogger'ów przepełnione są postami i komentarzami typu "proszę o kliki", "potrzebuję 100 kliknięć żeby dostać 20$ na zakupy na dresslink", "odwdzięczam się za kliknięcia".. Ciekawe w jaki sposób... ;>

O co tutaj tak naprawdę chodzi? O to, żeby jak ten żul pod sklepem, co prosi kierownika 5 złote, prosić o kliknięcia w link? Kurcze.. Moim zdaniem, jeśli ktoś nie jest w stanie uzbierać jakiejś tam ilości kliknięć w link, który zamieszcza na swoim blogu, to znaczy, że blog nie jest na tyle popularny, żeby cokolwiek reklamować. Zastanawia mnie fakt, ile czasu ta osoba spędza na komentowaniu na ślepo postów na blogach, dodawaniu postów na Facebook'u, komentowaniu później tych postów, potem jeszcze trzeba się przecież odwdzięczyć obserwacją. Zajmuje im to pewnie tyle czasu, co normalna praca, w której mogą sami zarobić na ubrania. Kojarzycie "Galerianki"? I nie, nie chodzi o to, że jedna z głownych bohaterek też ma na imię Milena (do dzisiaj jest mi wstyd). Chodzi o to, że one też ładnie prosiły o ciuszki. Potem ładnie się odwdzięczały. Tu przynajmniej rozmiary miały pasujące. Czy naprawdę to wszystko jest tak bardzo warte takiego zachodu?

Szukając blogów do poczytania, tracę do tego całą chęć po niecałych 20 minutach, ponieważ między prośbami o kliknięcia, na 100 postów znajdę 15/20 takich, które zapraszają na bloga. Zdrowa promocja jest tłamszona przez internetowych żuli. Tak. Nazywam rzeczy po imieniu. Żuli, którzy marzą o darmowych chińskich ciuszkach, które są warte 2 złote od sztuki.

Promocja nie polega na proszeniu o kliknięcia. Z własnego doświadczenia: zachęć czytelnika, aby odwiedził Twoją stronę, zaciekaw go tym co chcesz mu przekazać, co Cię interesuje, czym chcesz podzielić się z innymi. Blogowanie zmieniło się z dzielenia się z ludźmi swoim życiem, pasją i przemyśleniami w źródło "dochodów", którymi są te oto ubrania czy gadżety. Jednym słowem w śmietnisko.

Stawiam Wam teraz pytanie do dyskusji, ponieważ jestem bardzo ciekawa, jakich argumentów użyjecie, żeby obronić prosicieli, a może podzielicie moje zdanie...


Na czym polega blogowanie?


Pozdrawiam - MG :)




czwartek, 4 sierpnia 2016

Ulubieńcy i nieulubieńcy Lipca


Na wstępie chcę podziękować wszystkim po kolei i każdemu z osobna za tak ciepłe i miłe przyjęcie mnie do grona blogger'ów. Szczerze nie spodziewałam się po pierwszym poście tylu komentarzy i wyświetleń, tak naprawdę nie byłam pewna, czy w ogóle ktoś będzie chciał to czytać. Uwielbiam pisać opowiadania, więc takich postów jak ten będzie z pewnością więcej.
Budujecie człowiekowi ego. Serio. :D

O czym to ja...


No tak. Właśnie skończył się miesiąc i mimo tego, że to dopiero drugi post zawsze chciałam takie wrzucać. :D  Tak jak poprzedni post, nie będzie pisany na podstawie formułki, bo nigdzie takiej nie znalazłam. Będzie po mojemu.
Nie mam miejsca pierwszego ani w ogóle żadnego miejsca nie mam. Uważam, że każda z wymienionych tu rzeczy i sytuacji tak samo zasługuje na uwagę.

Ubrania


Seledynowy (zielony) top z H&M-u.


Jest to mój pierwszy top na ramiączkach i który odsłania plecy, gdyż od bardzo dawna borykałam się z problemem blizn potrądzikowych na plecach, dekolcie i ramionach i nie lubiłam ich odsłaniać. Po kilku zabiegach mikrodermabrazji korundowej i jednym tygodniu nad morzem blizny są prawie niewidoczne a ja wreszcie mogę odsłonić to i owo. Jest luźny, wykonany z solidnego materiału, który nie prześwituje, a to cenię sobie bardzo. Ja ogólnie mam rozmiar L/XL. Ten egzemplarz mam w rozmiarze M, chociaż szukałam nawet S, bo ramiączka są dość długie a sam top bardzo luźny. Ja mam figurę klepsydry. Myślę, że nie sprawdziłby się na figurze gruszki, bo ze względu na krój, zrobiłby z niej typowego walca. A tego oczywiście nie chcemy. Co do reszty to jak znalazł.  Pasuje dosłownie do wszystkiego. Do tańca i do różańca. :)


1. W połączeniu z jasnymi spodenkami, czy jeansowymi szortami tworzy mega wygodny zestaw na upalne dni. Przewiewny i swobodny. Nad plażę, na grilla, na zakupy, na co dzień. Nie pasuje do ciemnych szortów.
2. Zamieniając szorty na jeansy zmieniamy stylizację dzienną w wieczorową. Idealne na dyskoteki i inne wieczorne wypady.
3. Ze spódnicą maxi włożony w środek pięknie podkreśla figurę. Opalenizna wydaje się być wyraźniejsza. Spięty agrafką tu i ówdzie podkreśla kształty.
4. Skórzana ramoneska dodaje zestawowi pazura. Świetny na wieczór w plenerze. Moje ulubione zestawienie.
5. Puszczając top luźno otrzymujemy anielskie połączenie. Coś w stylu dzieci kwiatów, co bardzo lubię. :)
6. Obcisła spódniczka nadaje całości szyku i elegancji. Na każdą okazję, dla tych, które lubią czuć się kobieco i seksownie.
Kosztował całe 10 zł. Opłacało się? :)


Kosmetyki



Masło kakaowe Ziaja


Jak widać na zdjęciu, bo napisane jest jak byk: spray przyspieszający opalanie.
Nawilża, nabłyszcza, podkreśla opaleniznę, poprawia koloryt.


Nadaje się do każdego rodzaju skóry a w szczególności do skóry suchej. Olejek natłuszcza delikatnie skórę, dzięki czemu nie jest szorstka a uczucie suchości znika całkowicie. Z doświadczenia - na co dzień używać w mniejszych ilościach, bo jest dość tłuste. Polecam na plażę, jednak wtedy należy uważać na to, by nie zasnąć podczas opalania.

Przez trzy dni nie mogłam się nigdzie dotknąć.

Moje urodziny <3


7 lipca skończyłam 19 lat. Nie ma się czym chwalić, ale to jest jednym z moich ulubieńców, jeśli chodzi o sytuacje. Ten dzień spędziłam bardzo miło, w gronie moich przyjaciół, chociaż nie robiłam imprezy. Za to właśnie kocham ich całym swoim serduchem. :3

"Muitos aonos de vida Mila"
"Wielu lat życia Mila"


Filmy


Źródło: http://www.filmweb.pl/film/Wszystko+b%C4%99dzie+dobrze-2007-296881

"Wszystko będzie dobrze" to polski dramat obyczajowy. Opowiada o chłopcu, który żeby wypełnić obietnicę chorej już matki biegnie do Częstochowy, w czym pomaga mu jego trener alkoholik. Oboje w drodze uczą się bardzo ważnych rzeczy. Niedługo na pewno wrzucę tutaj moją recenzję tego filmu. I nie będzie to recenzja typu "podobało mi się, polecam, Milena Gajewska", ale normalna recenzja. Taka jak uczą w szkołach.


Zdjęcie


Na zdjęciu Allegiant

Nikon D3200 + Nikkor 35 mm
Przysłona 2.5
ISO 100
Czas 1/3000

Żeby nie zanudzać...


Tak samo jak ulubieńcy, w tym miesiącu pojawiły się sytuacje, które mi średnio przypasowały. Zawsze staram się kupować produkty polecane i przetestowane wcześniej przez kogoś, więc nie żałuję zakupu żadnego kosmetyku czy ubrania czy nawet markowego batona. Moje buble to sytuacje.


Felerna wizyta u fryzjera

Jakiś miesiąc temu umówiłam się do markowego salonu fryzjerskiego na obcięcie moich wypielęgnowanych, niczym oczko w głowie włosów, których nie farbuję, myję dziecięcym szamponem i zalewam odżywkami, żeby zawsze były miękkie i elegancko się układały, ale nie miały objętości i były obcięte równo, bez żadnego cieniowania. Czekałam na wizytę 3 tygodnie, przygotowałam wcześniej powiedzianą mi sumę, zdjęcia fryzury, którą chciałabym mieć. Pokazałam ją fryzjerce i z zadowoleniem, że zaproponowano mi kawę a fotel był mega wygodny, a poza tym to uwielbiam zapach, który roznosi się w salonie fryzjerskim, czekałam na efekt. Fryzjerka obcięła moje włosy i wymodelowała, było cudnie. Jednak po wyjściu z salonu, gdy parę razy już zdążyłam przeczesać je ręką, zobaczyłam w toalecie jak wyglądam naprawdę. Okazało się, że fryzura kompletnie nie pasuje do mojej twarzy, włosy obcięte na wysokości uszu zawinęły się na końcówkach a ja wyglądałam jak grzyb z odstającym kapeluszem. Mniej więcej tak:

Źródło: http://comps.canstockphoto.pl/can-stock-photo_csp10611301.jpg

Włosy nie ręka - odrosną. :)



Przewozy autobusowe LIDER

Firma przewozowa, która krótko mówiąc zrobiła ze mnie debila. Jest to firma, która organizuje przewozy na terenie całej Polski. Zadzwoniłam na infolinię i przemiła Pani zarezerwowała mi dwa miejsca autobusowe w dwie strony. Do Międzyzdrojów i z powrotem (jakieś 400 km w jedną stronę). Za bilety zapłaciłam łącznie prawie 300 zł. Mieliśmy jedną przesiadkę w drodze. Na pierwszym przystanku kierowca nie zapytał o numer rezerwacji. Po prostu wsiedliśmy do busa, kierowca policzył czy zgadza się liczba 8 osób i zawiózł nas w miejsce przesiadki do prawidłowego autobusu. Tam ludzie wsiadali do autobusu jak kto chciał. Kierowca nie był zainteresowany tym, czy ktoś jedzie na gapę, jeśli ktoś przyszedł zapłacić, to fajnie, jeśli nie, to po prostu jechał. W drodze powrotnej po wejściu do autobusu okazało się, że brakuje dwóch miejsc siedzących. Gdy zgłosiłam się do kierowcy, on odpowiedział mi zdaniem "W Szczecinie parę osób wysiada to zobaczymy". Po jakimś czasie dogadaliśmy się z inną parą, że zwolnią jedno miejsce. Przez prawie połowę drogi siedziałam na kolanach mojego chłopaka i stałam na zmianę, co nie było łatwe ani dla mnie (no bo.. weź siedź sobie w ciasnym autobusie na dużych kolanach, które same się tam nie mieszczą obok starszego pana który przy oknie zabija wzrokiem oraz niesmakiem z tego, że oddzielili go biednego od jego żony, córki i wnuczek, bo przecież mieli rezerwację na 5 osób no i jakim cudem on siedzi sam..) i dla niego (ja nie ważę mało). Potem zwolniło się kilka miejsc i mimo, że ja jechałam na jednym końcu autobusu,  a on na drugim, bo przecież starszy pan nie pójdzie na inne miejsce, bo on był tu wcześniej i już i tak wystarczająco oddzielili go od żony, to wszystko było jak najbardziej ok.

W poniedziałek, po przejeździe od razu zadzwoniłam na infolinię tej firmy. Sekretarka przyjęła moje żale, że nie po to rezerwuję miejsce w autobusie, żeby go nie mieć i podała mi do telefonu szefa firmy, który również wysłuchał mnie, zapisał mój numer rezerwacji, nazwisko i numer telefonu i obiecał wyjaśnić tą sprawę i skontaktować się ze mną. Po pięciu dniach znowu tam zadzwoniłam, na moje nazwisko sekretarka zareagowała "Halo? Halo? Przerywa mi panią... Halo?" - wybuchłam śmiechem. Kazałam jej podać do telefonu szefa. Przedstawiłam mu się i próbowałam przypomnieć, jednak bezskutecznie, bo szef nie przypominał sobie wcale mojego nazwiska ani rozmowy ze mną. Ba. Próbował mi wmówić, że taka sytuacja jest niemożliwa, bo miejsc było zarezerwowanych o dwa mniej, niż jest w autobusie, zaczął mieszać, zadawać zaprzeczające sobie pytania, twierdził, że przystanki, które wymieniam w ogóle nie miały miejsca, bo "autobus nie zatrzymywał się w Szczecinie". Kazałam mu wyjaśnić to z kierowcą, który najprawdopodobniej sobie dorabia i sprzedaje bilety na lewo. Okazało się, że  kierowca nie przypomina sobie takiej sytuacji, no ale czego innego mogłam się spodziewać? Szef tej, pożal się Boże, firmy chamsko odburknął do mnie, że to wyjaśni i skontaktuje się ze mną, nie potrzebował mojego numeru ani żadnych danych, zanim zdążyłam powiedzieć "Dziękuję, czekam na kontakt." szanowny pan się rozłączył.

Rozmowa opisana wyżej miała miejsce 22 lipca. Mamy 4 sierpnia. Do tej pory nikt z tej żałosnej firmy się do mnie nie odezwał. Pszypadeg? Nie sondze.




Jeśli chodzi o moich ulubieńców i nieulubieńców minionego miesiąca, na tym zakończę moje uzewnętrznianie.
Ciekawa jestem, czy ktoś przeczytał cały post. :)

Co u Was?

Podzielcie się w komentarzu tym co Was spotkało miłego, a co przykrego.
No i oczywiście dajcie znać, jakie macie wrażenie po przeczytaniu tego postu.

Zapraszam  na mojego FP na Facebooku, tam znajdziecie więcej moich zdjęć. :)